O piłce na wielkich stadionach i małych boiskach - Piłkarski blog Adama Lisieckiego
RSS
poniedziałek, 08 czerwca 2015
Fantasy ligi wymagają rewolucji!

 

W ubiegłym sezonie Ekstraklasy wszelkie gry typu Fantasy Liga wyrastały jak grzyby po deszczu, szkoda tylko, że w każdej sposób gry był taki sam, nie licząc kosmetycznych różnic nie zmieniających zbytnio sposobu gry. Do startu nowego sezonu jest ponad miesiąc dlatego też apeluję o reformę, czy nawet rewolucję, która uatrakcyjni grę kilkunastokrotnie!

Wszędzie zasada gry jest podobna. Jest lista piłkarzy, których można kupić, zespół ma ograniczony budżet... i to w zasadzie jest jedyne ograniczenie, plus to, że nie można mieć więcej niż kilku piłkarzy z jednej drużyny. W trakcie sezonu, gdy gra się w małej lidze ze znajomymi, większość składy ma podobne. Połowa ludzi miała Kędziorę, Tuszyńskiego czy Starzyńskiego, a jak Wilczek strzelał cztery gole to wcale się nie cieszyłem, bo i tak wszyscy z czołówki go mają, nuda.

Raz miałem okazję zagrać w Manager Pro na stronie niemieckiego Kickera i to powinien być wzór, który musi być wprowadzony w Ekstraklasie.

Gra tam polega na tym, że zakłada się prywatną ligę, która liczy tyle zespołów ile gra w prawdziwej lidze. Zawodnicy również mają swoją cenę i zdobywają wirtualne punkty na prawdziwym boisku a sposób punktacji jest bardzo podobny do tego, który znamy z naszych lig fantasy, ale jest jedna różnica, która powoduję, że ta gra jest kapitalna. Zawodnicy w poszczególnych drużynach nie mogą się powtarzać, a kupuje się ich na zasadzie licytacji pomiędzy graczami z naszej ligi. Część zawodników jest wylosowywana na początku do drużyn, jednak są to zwykle przeciętniaki, resztę składu uzupełnia się poprzez licytacje w ciemno. Zwykle tura licytacji trwa jedną dobę, każdy zainteresowany oferuje daną kwotę nie widząc kto za ile licytuje, widzi tylko ile osób to robi. Wygrywa gracz, który zaoferuje najwięcej. Tur licytacji jest wiele, tak aby ktoś komu nie udało się kupić nikogo wartościowego mógł uzupełnić skład pozostałymi zawodnikami. Świetną rzeczą jest możliwość wystawienia na listę transferową swojego zawodnika. Przyjmijmy, że ktoś kupił dwóch niezłych bramkarzy, uznaje, że jeden mu w zupełności wystarczy, to drugiego wystawia na listę, a gracze, którzy mają braki na tej pozycji, licytują go na takiej samej zasadzie jak w innych licytacjach. Można również przyjąć ofertę zaproponowaną przez innego gracza.

Rywalizacja wygląda tak samo jak w lidze head to head. Każdy gra z każdym, a punktacja jest taka sama jak w rozgrywkach ligowych. Po każdej kolejce jest kilka okienek transferowych, w których można wystawić na licytację któregoś ze swoich zawodników, kupić zawodnika od innego gracza, czy też wylicytować niekupionego jeszcze przez nikogo zawodnika, który przykładowo całkiem niespodziewanie wywalczył sobie miejsce w składzie.

Gra ta ma wiele plusów, które sprawiają, że jest niesamowita. Po pierwsze to, że zawodnicy w poszczególnych drużynach nie mogą się powtarzać. Jeśli ktoś miałby takiego Wilczka strzelającego cztery gole to skakał by z radości wiedząc, że nikt inny nie może go mieć. Po drugie – licytacje w ciemno. Strategia budowy drużyny może być różna, a zawsze jest to ryzyko, że nie kupi się zawodnika, na którego się liczy i czasem lepiej licytować średniaków, bo kto wie jak zapunktują. Po trzecie i najważniejsze – interakcja wewnątrz własnej ligi. To że licytuje się zawodników między sobą, można piłkarzy między sobą kupować i sprzedawać sprawia, że ta gra nie nudzi się po kilku kolejkach.

Wielu już nudzi się Fantasy Liga utarta na tych samych zasadach. Wprowadzenie takich rozwiązań spowoduje odświeżenie formatu i wielu nowych graczy liczących na większą frajdę. Gra na tych zasadach, które proponuję, jest kilkunastokrotnie fajniejsza niż zwykle. Liczę, że ktoś spróbuje przed nowym sezonem to wprowadzić.

 

 

10:28, adam.lisiecki
Link Komentarze (1) »
czwartek, 11 grudnia 2014
Efekt starej miotły

welsh

Patrzę na wyniki Kociana uzyskiwane z Pogonią i wygląda to całkiem przyzwoicie. 6 meczów - 11 punktów. Typowy "efekt nowej miotły", o którym zawsze słyszymy gdy zatrudniany jest nowy trener. Tylko czy czasem ten efekt nie jest przeceniany?

Co Kocian mógł zrobić w dwa miesiące? Nauczyć nowej taktyki? Przygotować lepiej fizycznie? No nie. Ewentualnie wypracować parę schematów, lepiej zmotywować i dać nowy impuls, czyli trochę "pozamiatać". Nie mogę pozbyć się wątpliwości, że gdyby trener nie został zmieniony to wyniki byłyby równie przyzwoite.

Jakiś czas temu kibice Newcastle wywiesili transparent (na zdjęciu), gdzie nabijają się z fatalnej formy zespołu prowadzonego przez Alana Pardew. Oczywiście podnosiły się głosy o zwolnieniu trenera itd. Pardew został na swoim stanowisku i w ostatnich 10 meczach Newcastle zdobyło 20 punktów, całkiem niedawno pokonując kapitalnie grającą w tym sezonie Chelsea. Gdyby trener został zwolniony 10 meczów temu, a nowy osiągnął takie wyniki to panowała by euforia i "efekt nowej miotły".

Jeszcze jeden przykład z naszego podwórka. Korona Kielce zanotowała fatalny start ligi. Po 9 kolejkach miała ledwie 4 punkty. No i tradycyjnie niektórzy zwalniali Tarasiewicza, ale kolejny raz cierpliwość popłaciła. W ostatnich 10 meczach Korona zdobywa 17 punktów i może w miarę spokojnie przespać zimę. Gdyby "Tarasia" zwolniono po 9 kolejkach a na jego miejsce przyszedł jakiś trenerski dinozaur, to kto wie czy wynik nie byłby gorszy. Zawisza trenera zwolnił po 8 kolejce, ale ta "nowa miotła nie umie zamiatać"

Przez przedwczesne zwalnianie trenerów ciężko powiedzieć, który z nich jest dobry, a który słaby. Skoro szkoleniowiec wylatuje przy pierwszym lepszym kryzysie, nie mając szansy z niego wyjść to jak ocenić jego pracę? Jak ocenić pracę trenera Wdowczyka? Początek średni, potem bardzo dobrze, a pod koniec przeciętnie. To dobry trener, średni, czy przeciętny? Potem pójdzie do innego klubu popracuje rok i wyleci. Karuzela się kręci, a sensu w tym nie ma.

Powyższe przykłady pokazują, że mając dobrego trenera nie warto go zwalniać przy pierwszym kryzysie. Czasem można poczekać i wtedy okaże się, że "stara miotła również dobrze zamiata".

09:28, adam.lisiecki
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 21 lipca 2014
Mistrzowie inauguracji

fraczczak_zwolinski

fot. pogonszczecin.pl

Pogoń wygrywa swój inauguracyjny mecz ligowy już czwarty sezon z rzędu. Tym razem odnosząc zwycięstwo nad Podbeskidziem. Wygrana „rodziła się w bólach”, ale mimo wszystko można być zadowolonym z gry szczecinian. Było również oczywiście kilka minusów, ale końcowy wynik sprawił, że są one mniej widoczne.

Co mi się podobało:

+ 4-4-2. Przyznam się, że gdy dzień przed meczem dumapomorza.pl na twitterze podała wyjściowy skład Pogoni ustawiony w formacji 4-4-2 trochę nie dowierzałem. Nie pamiętam, żeby Pogoń grała kiedykolwiek w takim ustawieniu, a testowanie nowej formacji w meczu inauguracyjnym jest wielce ryzykowne. Myślałem, że będzie to raczej takie 4-5-1, jak z resztą pokazywano na przedmeczowych grafikach. Okazało się, że przez sporą część meczu Pogoń faktycznie ustawiona była 4-4-2 i wyglądało to co najmniej przyzwoicie, fajnie, że zawodnicy przygotowani są na grę w kilku różnych ustawieniach, zawsze to zwiększa pole manewru. Dobrze wyglądała linia ataku ze statycznym Zwolińskim i bardziej mobilnym Frączczakiem. I tutaj przechodzimy do kolejnego plusa.

+ Frączczak jako drugi napastnik. Ten mecz to kolejny dowód na to, że wystawiając Frączczaka na obronie robi się temu piłkarzowi krzywdę. W mojej opinii był najlepszym graczem piątkowego meczu. Z resztą nie tylko w mojej, bo dziennikarze Canal Plus również uznali go za zawodnika meczu i wstawili do jedenastki kolejki. Liczba wypracowanych sytuacji była ogromna, co chwilę sprawiał kłopoty obrońcom. A swoją dobrą grę dopełnił – trochę przypadkową, ale przepiękną – bramką w ostatniej minucie meczu. Oby grał tak dalej i nie na obronie, bo niszczy się potencjał pożytecznego zawodnika.

+ Zastępca (następca?) Robaka – Zwoliński. Zwolak to taki typ napastnika, który sam okazji raczej sobie nie stworzy. Nie będzie cofał się na własną połowę po piłkę i próbował kreować sytuację. Jest to gracz stojący, czasem truchtający w polu karnym przeciwnika, bądź jego okolicach i czekający na dogodną okazję do zdobycia bramki jaką stworzą mu partnerzy z drużyny lub błąd przeciwnika. Widać, że piłka szuka go w polu karnym, a on musi tylko skutecznie ją pakować do siatki. Fachowe wykończenie, jakie zaprezentował strzelając pierwszą bramkę dla Pogoni daje nadzieję, że będzie z niego sporo pożytku. Dużo przed nim pracy, ale liczę, że będzie dalej się rozwijał, a przy ewentualnym powrocie Robaka, to król strzelców musi przygotować się na rywalizację, której dotychczas mu w Pogoni brakowało.

+ Dominik Kun. Może trochę na wyrost, może bardziej na zachętę, ale bardzo podoba mi się to jak zachowuje się Kun na boisku. Nie boi się dryblingów, zawsze jest pod grą, nie szuka najłatwiejszych rozwiązań, nie gra na alibi. W poprzedniej rundzie powoli wchodził do zespołu i zbierał doświadczenie. Liczę, że teraz zacznie wnosić dużo do gry, odpali i może zostać jednym z odkryć sezonu. Mam nadzieję, że mnie nie zawiedzie.

Co mi się nie podobało:

- Mateusz Lewandowski w defensywie. Trudny sezon czeka Lewandowskiego. Przestaje być postrzegany jako młody, zdolny zawodnik z przebłyskami, a zaczyna się od niego wymagać dobrej i równej gry. O ile do jego gry z przodu nie bardzo można się przyczepić, to w obronie błędy zdarzają mu się za często. Podobne było w meczu z Podbeskidziem, gdzie miał kilka niepewnych interwencji, a jego „pusty przelot” przy dośrodkowaniu znaczne przyczynił się do stracenia drugiej bramki przez Pogoń. Może lepiej wystawiać go w linii pomocy, zwłaszcza, że wreszcie jest dla niego alternatywa na lewej obronie w postaci Tomasza Lisowskiego. A pamiętajmy, że tuż po przyjściu do Pogoni Lewandowski był wystawiany na prawym skrzydle, a obrońcą został z przymusu.

- Murayama. Ciągle dziwię się co wszyscy widzą w tym zawodniku. Mało produktywny, często bezsensownie holuje piłkę. Ani nie jest szybki, ani silny, ani nie ma jakiegoś świetnego dośrodkowania, ani dryblingu. Gdy miał na boisku obok siebie Akahoshiego to czasem potrafił zagrać kombinacyjni. Jego przebywanie na placu gry niewiele daje zespołowi. W meczu z Podbeskidziem - moim zdaniem – był najsłabszy z całej ofensywnej formacji Pogoni.

- Gra w obronie przy dośrodkowaniach i stałych fragmentach gry. W piątek obie bramki Pogoń straciła po dośrodkowaniach. Jedną z rzutu rożnego, a drugą z akcji. W jednej i drugiej sytuacji zawinił indywidualny błąd. Przy pierwszej bramce za Koniecznym nie nadążył Hernani, a drugą zawalił źle ustawiony Lewandowski. Wszystkie stałe fragmenty gry wykonywane przez piłkarzy Podbeskidzia były zagrożeniem dla Pogoni. Widać, że szczecinianie uczą się obrony strefą, co rzuca się w oczy poprzez charakterystyczne i trochę zabawne trzymanie się obrońców za ręce. Element na pewno do poprawy.



10:44, adam.lisiecki
Link Komentarze (1) »
wtorek, 24 czerwca 2014
Marzenia odejdą razem z Robakiem

marcin robak

Jeśli ktoś by się mnie zapytał, jaki piłkarz Pogoni byłby najtrudniejszy do zastąpienia, to bez wahania wskazałbym Marcina Robaka. Nie dość, że strzelił najwięcej bramek w ekstraklasie, to jeszcze połowę kolejnych wypracował. Z resztą najbardziej widoczne to jest jeśli porówna się sposób i jakość gry zespołu w czasie gdy w ataku występował Chałas/Djousse, a potem, gdy napastnikiem Pogoni został Marcin Robak. Niebo a ziemia.

Teraz pojawiła się informacja, jakoby najlepszy napastnik Pogoni miałby odejść do Chin za 400 tysięcy euro. Wiadomość tą potwierdził portal weszło.com, a oni rzadko kiedy mylą się w informacjach zakulisowych. Odejście Robaka byłoby stratą nie do zniwelowania, a wróciłby znany od lat problem Pogoni jakim był brak klasowego napastnika.

Najwięcej do powiedzenia w tej kwestii będą mieli działacze Azotów, ponieważ to oni wykupili Robaka z Piasta i to oni finansują mu kontrakt. Co jakiś czas słyszy się zapewnienia prezesa Grupy Azoty, że ich celem jest gra Pogoni w pucharach, dotąd szły za tym jakieś, przynajmniej przyzwoite czyny w postaci transferów właśnie Robaka czy Murawskiego. Jednak jeśli teraz zgodziliby się na odejście Robaka to by dali bardzo niepokojący sygnał, że bardziej zależy im na zarobku  niż sukcesie sportowym. Ten zarobek w dodatku nie byłby jakiś powalający na kolana. Odliczając 150 tysięcy euro, za jakie kupiony był Robak z Piasta, to do ich kieszeni na czysto wpadnie ledwie 250 tysięcy euro, czyli około miliona złotych. Jest to mało pieniędzy, nawet w porównaniu z kwotami jakie miały być przelewane na konto Pogoni w ramach sponsoringu.

Dochodzą słuchy o tym, że sam Robak nalega na transfer. Nalegać może, ale klub, a w zasadzie Azoty mogą to naleganie puścić mimo uszu. Robak ma jeszcze dwa lata kontraktu, a z tego co wiem nie ma w nim klauzuli odejścia. Dlatego też musi się on liczyć z tym, że podpisując długą umowę klub będzie chciał, żeby piłkarz tę umowę wypełnił, tak to działa. Z drugiej strony, gdyby Robak doznał poważnej kontuzji, a klub nalegałby na rozwiązanie umowy, to czy piłkarz by to zrobił? Nie. Tak samo teraz można powiedzieć podpisałeś - to wypełnij. Podobnie wyglądała sytuacja z Lewandowskim w Borussii, też on i jego menadżer nalegali na transfer rok przed końcem kontraktu, jednak działacze z Dortmundu postanowili, że wypełni on kontrakt do końca i mimo błagania i nalegania zawodnik musiał to zrobić.

Na odejściu Robaka najwięcej może stracić klub, a w zasadzie nic nie zyskać. Jeśli Robak odejdzie, to całą kwotę zgarną Azoty. Mogą postanowić, że te pieniądze zostaną zainwestowane w pierwszy zespół, ale równie dobrze, mogą wrócić do ich kieszeni, a nam po Robaku zostaną jedynie dobre wspomnienia.

Fakty są takie, że Pogoń zaczęła przygotowania, a z zespołu odeszło czterech piłkarzy, doszedł tylko Matras, jeśli klub opuści też jedyny napastnik, to na 3 tygodnie przed startem ligi będzie to wyglądało bardzo źle. Dobrych napastników w naszej lidze jest jak na lekarstwo, skoro Legia wzmacnia się snajperem ze spadkowicza, to kim można zastąpić Robaka, i to w tak krótkim czasie?

Robak dla mnie jest symbolem nowej jakości w Pogoni. Od tego transferu zależy więcej niż może się wydawać. Jeśli on odejdzie za te 400 tysięcy euro, to między bajki będzie można wsadzić zapewnienia prezesa Grupy Azoty, że chce w Szczecinie pucharów. Bo jeśli by chciał to nie mógłby pozwolić sobie na odejście tak ważnego zawodnika, nie mając jeszcze zastępcy. No chyba, że odkopie się Djousse, albo znowu ściągnie kogoś pokroju Chałasa. Ale wtedy możemy się pożegnać z marzeniami o górnej części tabeli.

 

09:37, adam.lisiecki
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 35
stat4u Stadion Dla Szczecina